sobota, 26 lutego 2011

Nowy Blog

Uprzejmie zawiadamiam, że prowadzę drugi blog, oto jego adres: http://www.e-swietokrzyskie.pl/zdzislaw_antolski/

Jest to rodzaj dziennika, jest przez to częściej aktualizowany.

Zjazd, kongres i polityka

Zakończył się zjazd „Żeromszczaków”. Pożegnaliśmy na peronie kieleckiego dworca Marzenę Kasprowicz i Tomka Olbińskiego, którzy wracali do Londynu. Marzena pozostawiła do druku nowy piękny zbiór wierszy. Ilustracje, naprawdę świetne wykonał Jerzy Świątkowski, plastyk z Warszawy. Poznałem go kiedyś, oryginał, myśliciel, zamknięty w sobie. Rzadko się udziela, ale Marzenę polubił. Jeszcze na dworcu niebo się rozpłakało i chyba już słotna jesień nadeszła nieodwołalnie. Ale świat się jednak skurczył. Kiedy jeszcze w PRL-u mój ojciec jechał do Francji, do odnalezionego w wojennej zawierusze brata wydawało nam się, że jedzie gdzieś na koniec świata. Dziś Europa spowszedniała. I Marzena i Tomek niedługo przyjadą znów do Polski.

Niedługo potem Maciej Zarębski, Król Regionalistów Polskich urządził imponujący kongres. W Oblęgorku toczyła się ciekawa dyskusja. Piękna pogoda i “okoliczności przyrody”. Trochę pospacerowałem po parku noblisty. Zdzisław Łączkowski opowiadał o Warszawie. Kilku znajomych poetów dopadły poważne choroby. Smutne wieści. Ale mój imiennik trzyma się dziarsko. Maciek jako prowadzący dwoił się i troił. Potem smaczny obiad w miejscowej szkole. Zwiedzanie Strawczyna i wyjazd do Kielc, do WDK. Przy okazji w Strawczynie wstąpiliśmy z żoną na cmentarz. Cicho tam i urokliwie, ale życie nie znosi ciszy – ulicą przejechał z klaksonami orszak weselny.

Tymczasem poseł Palikot jak na kawiorowego lewicowca przystało będzie walczyć o aborcję, eutanazję, równość dla gejów i lesbijek oraz wywalenie religii ze szkół. Bezrobotni, pielęgniarki i salowe oraz emeryci jeszcze sobie poczekają. Nie wiem jak będzie z palaczami trawki. Też chyba poseł Palikot weźmie ich pod swoje opiekuńcze skrzydła? A jak to wszystko wywalczy, no to już będziemy super nowocześni, nie żaden zaścianek, ciemnota i zabobon.

Janusz Palikot to przede wszystkim narcyz, zakochany w sobie. Jego program polityczny jest prymitywny. “Nowoczesna Polska” to puste hasło, za którym nic się nie kryje, myślowa pustka. Na “nowoczesności” jechali swego czasu komuniści. Gagarin i loty w kosmos miały to uwiarygadniać. Rychło się okazało, że komuniści to dziewiętnastowieczne starocie obyczajowe i myślowe. “Nowoczesnością” wyciera sobie gębę także Napieralski. Ale to słowo nic nie znaczy. Wydmuszka. Magiczne zaklinanie rzeczywistości. Fata Morgana. Koraliki dla tubylców. Głupota. Płycizna. Snobizm. Kabotynizm. Filisterstwo. Drobnomieszczaństwo. Balonik na druciku.

Niektórzy komentatorzy nazwali posła Palikota Lepperem dla inteligentów. Dla mnie jest on mieszanką Leppera i Tymińskiego (ze względu na osobisty majątek, jakim chwalił się również Stan). Poza tym Palikot wydaje się być trochę niedojrzały emocjonalnie, bo on wszystkim bawi się jak dziecko. Polityką również. Na pewno jest populistą.

Szef opozycji Jarosław Kaczyński narzekał na chamstwo swoich politycznych konkurentów, ale jego postępowanie wobec Kluzik-Rostkowskiej i Poncyliusza było w najwyższym stopniu ordynarne. Dużo krytycznych słów powiedziałem o pośle Palikocie, ale w jednym ma on rację: wewnętrzne funkcjonowanie partii politycznych musi ulec zmianie. Dość partyjnych sądów kapturowych, które na życzenie wodzusia wyrzucają z partii niewinnych ludzi. Dość partyjnego terroru!

Poziom nienawiści między PiS a PO osiągnął stan krytyczny. Niemożliwa już jest merytoryczna dyskusja na tematy gospodarcze czy polityczne. Zaraz pojawiają się inwektywy i oszczerstwa. Prawie każdy, kto zabiera głos na tematy polityczne jest spychany do jednego lub drugiego obozu. Dlatego jakakolwiek dyskusja merytoryczna jest paraliżowana przez partyjne jady. Uważam, że obie te partie szkodzą w tej chwili Polsce w jej sytuacji międzynarodowej. I nikt mnie nie przekona, że jedna mniej, a druga bardziej!

Trwają spory o katastrofę lotniczą. Nie wiem, jakie były przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem, ale widzę, że wielu polityków już z góry wie, co się mogło wydarzyć. Jedna grupa, którą się najwięcej krytykuje w mediach, podejrzewa zamach. Inna grupa z góry jest przekonana, że to na pewno był błąd pilotów spowodowany presją zmarłego prezydenta. Natomiast brak mi trzeciej grupy – zainteresowanych w poznaniu prawdy. Czyżby prawda w polityce nie była do niczego potrzebna?

Nawet jeśli za katastrofą kryje się zamach, to nie wyjaśni tego obecne śledztwo, bowiem prowadzi je Rosja, jeden z głównych podejrzanych. Polskie śledztwo tzw. “równoległe” jest wobec niego służebne. Pozostaje więc jedynie “wina pilotów”, wszystkie inne opcje są również nie do przyjęcia ze względów politycznych.

Mówi się, nie bez podstaw, że PiS to sekta polityczna. Ale zauważyłem, że na przykład wśród czytelników Gazety Wyborczej występują podobne objawy, choć o diametralnie różnej treści. Też uważają, ze posiedli jedyną prawdę, jaką ogłosił im święty świecki – Adam Michnik.

W Klubie Civitas Christiana przy Okrzei odbyło się spotkanie z biskupem Ryczanem, który ma niewątpliwie talent gawędziarski. Ciekawe kulisy procesów beatyfikacyjnych. O pomniku zasłużonego dla Kielc bpa Czesława Kaczmarka. W pewnym momencie zaczęły nas dochodzić rytmiczne dźwięki muzyki i hałasy z dołu. To rozpoczęły się zajęcia w klubie fitness działającym piętro niżej. Takie czasy, panie dziejku.

Przy okazji przypominam o dorocznym konkursie literacki „Civitas” w Kielcach. Trzy wiersze w trzech egzemplarzach, lub trzy krótkie opowiadania do 5 stron, należy nadsyłać do końca listopada.

Zupełnie przypadkowo natknąłem się ostatnio na malarza Jana Walaska, mojego rówieśnika. Na ścianie u mnie w domu wisi wielki jak Bitwa pod Grunwaldem obraz Jasia. Dostałem go od Mistrza po całonocnej biesiadzie przy peerelowskich dopalaczach w płynie. A niosłem ten wielki obraz podczas srogiej zimy, nad ranem, kiedy było bardzo ślisko, bo piaskarki jeszcze nie wyjechały. Jak ja go doniosłem w jednym kawałku – do dziś nie wiem. Jan jest znawcą mistycznych pism dalekowschodnich. Tybet, Indie czy Japonia nie mają u niego tajemnic duchowych. Nie zapomnę jak kiedyś żona Jasia namawiała go natrętnie, aby wyrzucił śmiecie. – Nie widzisz k…, że medytuję! – oburzył się mistrz. Pogadaliśmy chwilę i umówiliśmy się na dłuższe spotkanie.